Ten serwis wykorzystuje mechanizm ciasteczek do przechowywania na Twoim komputerze informacji umożliwiających poprawę działania serwisu. Jeśli chcesz zmienić ustawienia ciasteczek możesz zrobić to w swojej przeglądarce. Więcej informacji na temat sposobu korzystania z mechanizmu ciasteczek znajdziesz w dokumencie Polityka prywatności.
Zgadzam się

Do 3 razy sztuka

Dodano 1 sierpień 2017, Godz. 06:20

czyli krótka  historia walki z  ubezpieczycielem z happyendem

Kiedy spóźnimy się z zapłatą składki ubezpieczyciel szybko poinformuje nas o tym strasząc komornikiem lub firmą windykacyjną.

Kiedy to my   zwrócimy się o wypłatę odszkodowania ubezpieczyciel nie tylko zwleka ale często odprowia nas z tzw. kwitkiem. Najczęściej okazuje się, że umowa (OWU) zawiera pewne kruczki prawne, które uniemożliwiają wypłatę odszkodowania. Wtedy dostajemy pismo zaczynające się następującymi słowami:

"po analizie całej dokumentacji z "PRZYKROŚCIĄ", informujemy, że brak podstaw do wypłaty Panu/Pani odszkodowania". Już widzę tą "przykrość" kiedy pogrążony w smutku likwidator z bólem serca pisze ten liścik i z jeszcze większym cierpieniem wysyła nam odpowiedź odmowną. Dla mnie jest to szczyt hipokryzji.

Nasz klient miał trzy wypadki i trzykrotnie otrzymał od ubezpieczyciela "przykrą" dezycję odmowną.

Po trzecim takim piśmie w trzech różnych sprawach nasz klient nie wytrzymał i zwrócił się do nas po poradę prawną.

Po zapoznaniu się  z całą dokumentacją z niekłamaną przykrością stwierdziłem,  że brak podstaw do wypłaty odszkodowania to tzw. "widzimisię" zakładu ubezpieczeniowego a przywołana argumentacja to "stek bzdur".

 

Nasz klient posiadał polisę tzw. grupowego ubezpieczenia w jednej z największych firm ubezpieczeniowych w Polsce.

Pierwszy wypadek zdarzył się podczas joggingu i dotyczył zwichnięcia stawu kolanowego.

Drugi wypadek zdarzył się podczas zejścia  ze schodów i zakończył się naderwaniem ścięgien achillesa.

Trzeci przypadek to zwichnięty nadgarstek.

Zdaniem zakładu ubezpieczenie nie mogło być wypłacone ponieważ wszystkie powyższe zdarzenia nie podpadają pod definicję wypadku, o którym mowa w tzw. OWU czyli ogólnych warunkach ubezpieczenia.

Innymi słowy ubezpieczyciel twierdzi :"drogi kliencie uważamy, że jesteś stary i sypiesz się a wszystkie te zdarzenia i tak by zaistniały bo wszystkiemu winne jest twoje słabe ciało" Gdyby uderzył Cię samochód albo pociąg to wtedy zapłacilibyśmy Ci to co się należy. (w przypadku pociągu to chyba już tylko rodzinie denata-przypisek autora tekstu).

W złożonym pozwie wykazwyaliśmy, że wszystkie zdarzenia miały charakter zewnętrzny a nie wewnętrzny.

Zgodnie z  oczekiwaniami sąd podszedł do sprawy zdroworozsądkowo i przyznał na rzecz naszego klienta "niemałe odszkodowanie" wraz z odsetkami, kosztami zastępstwa adwokackiego oraz pozostałymi kosztami procesu.

Najwieksza satysfakcja dla naszego klienta to fakt, że nie dał się zrobić w tzw. balona i utarł nosa ubezpieczycielowi.

Niestety 80% poszkodowanych rezygnuje z procesu bo nie chcą  "bić się z wiatrakami". Boją się wysokich kosztów albo po prostu nie maja zdrowia aby walczyć przed sądem. Nasz klient powiedział "dosyć" i dzięki pomocy kancelarii miał odwagę wystapić przeciwko gigantowi ubezpieczeniowemu i wygrał.

Wszystkego dobrego Panie W.